Przyznam szczerze, że rok 2016 pożegnałam z ulgą. Technicznie rzecz biorąc pierwszy stycznia jest po prostu kolejnym dniem po trzydziestym pierwszym grudnia, w tym przypadku niedzielą po sobocie, ale to dobry moment na takie symboliczne odcięcie. Ja robię to chyba pierwszy raz, czuję tę potrzebę i pomaga mi to pozytywnie się nastroić.
Dzień urodzin jest najczęściej chwilą na zatrzymanie się, spojrzenie w przeszłość. U mnie tak to wygląda. Czasem się krzywię, czasem uśmiecham czy wręcz chichoczę. Przemyśleniami w jednej z kwestii, które wywołują ostatnią reakcję podzielę się z Wami. Na luzie, z przymrużeniem oka. :)
Tak pozytywnego miesiąca jak tegoroczny kwiecień nie miałam dawno. Przede wszystkim to był pierwszy miesiąc w naszym domu, układanie wszystkiego, pierwsi goście... Do tego cała masa fajnych spraw, a poniżej kilka z nich.
Muszę przyznać, że październik pożegnałam z ogromną ulgą. Szczególnie jego końcówka była fatalna. Coś się nie udało, coś się pochrzaniło, ogólny bilans był generalnie słaby i spowodował bardzo dużo stresu, nawet za dużo.
Przyszła jesień. Lubię jesień, lubię otulić się ciepłym swetrem, przytulić jakiegoś zwierzaka i korzystać z coraz dłuższych wieczorów. Nie mam ich niestety dla siebie tak dużo, jak bym chciała, więc staram się je maksymalnie wykorzystywać. Z Ukochanym i futrzakami oczywiście.
Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu (generalnie młody szczyl jeszcze jestem) wskakiwałam w białą koszulę i elegancką spódnicę, a dziś, po tym jak rano odebrałam mmsa ze zdjęciem pewnego bliskiego mi sześcioletniego bąbla gotowego na swój pierwszy apel prawie się rozkleiłam. Upalny sierpień już za mną, czas ostatnio goni jak szalony, trochę mi go brakuje. W miarę na bieżąco jestem na Instagramie, a tu zapraszam na kilka migawek z ubiegłego miesiąca:
Rodzinna osiemnastka, dawno się tak nie wybawiłam! / Zapasy uzupełnione / W upały każdy sobie radził jak mógł