Rzadko sięgam po neony. Mam wtedy wrażenie, że palce mi aż świecą. ;) Wolę trochę bardziej spokojne kolory. Niemniej jednak, czasem jakaś żarówa się przewinie i dziś pokażę Wam jedną z nich.
Wiadomo - niemal każda z nas marzy o tym, by po jednym pociągnięciu szczoteczką maskary mieć piękną kurtynę rzęs. Mamy coraz większy wybór tuszy, które mają to zapewnić. Ostatnio sprawdzam jedną z nich, zobaczcie, z jakim efektem.
Swego czasu bardzo dużo mówiło się o odżywce Eveline 8w1. Opinie były całkowicie skrajne. Ja sama byłam we froncie zwolenniczek. 8w1 używałam dość długo i nie wyrządziła moim paznokciom szkody. Kiedy naczytałam się tych negatywnych opinii przerzuciłam się na diamentową Golden Rose (pisałam o niej tu) - wiadomo, przezorny zawsze ubezpieczony. Całkiem niedawno odstawiłam GR, by sprawdzić nowość Eveline - odżywkę nadającą kolor.
Z problemem suchej skóry na stopach (a szczególnie piętach) borykam się odkąd pamiętam, zresztą razem z mamą. Próbowałam już wielu kosmetyków, z lepszym i gorszym efektem. Oczywistym jest więc, że byłam bardzo ciekawa kuracji kawowej, którą znalazłam w paczce od Eveline.
Od toniku nie wymagam wiele. Ma po prostu oczyszczać i nie wysuszać skóry. Moje tonikowe perypetie pokazują, że to jednak wcale nie takie oczywiste. Ten od Eveline radzi sobie całkiem nieźle.
Już kiedyś wspominałam że miniMAXy od Eveline to całkiem udana seria. Niedawno dostałam do testów kolejne dwa egzemplarze i dziś pokazuję Wam pierwszy z nich.
Sezon wakacyjny w pełni, sporo z Was spędzi urlop nad morzem. My w tym roku zmuszeni byliśmy urlop sobie odpuścić, niemniej paznokci marynarskich nie mogłam sobie odmówić. I to w dwóch wersjach!
Ostatnio pokazywałam Wam korektor 8w1, dziś przedstawię jego kumpla - krem CC, również 8w1. Ta dwójka z odrobiną pudru na doczepkę towarzyszy mi w tych dniach, kiedy to nie chce się malować, ale jednak trzeba wyjść do ludzi i wypadałoby choć lekko poprawić wygląd buzi.
Nie mam jakiegoś wielkiego problemu pod oczami. Moje wymagania co do korektora są trzy: ma wyrównać koloryt, subtelnie rozświetlić i nie włazić w zmarszczki. Ten, który testowałam ostatnio przeszedł próbę pomyślnie.
Dziś pokażę Wam dwa lakiery, które od razu wzbudziły miłość. Czerwień opatrzona numerem 911 moją, zaś koralowe 917 mojej mamy. Zestawiłam je ze sobą w banalnie prostym, porównawczym mani.